|
|
| 12.05.08 :: 00:52 | zapaprany i poniżony głodny i niewyspany wreszcie spity życiem po 4 latach niekończącej się opowieści o mnie uciekam w inne realia szukaj mnie tu
szamotam się między być i mieć
| | (1) shit me |
| 05.05.08 :: 19:06 | chinskie ciasteczko rzeklo: Zuchwałość przykuwa uwagę, ale nie przyciąga sprzymierzeńców.
chińska wyrocznia I-Cing: Podążaj konsekwentnie własną drogą i nie zbaczaj z niej bez względu na to, co robią czy mówią.
to nie pozostaje nic jak kontynuowac te gre zwana zyciem. i bawic sie w kolejne epizody takiej czy innej dziwnosci.
.
| | (0) shit me |
| 02.05.08 :: 23:29 | Myślałeś kiedyś o tym, żeby pójść na jarmark z lat dziecinnych, gdzie za grosze można kupić uśmiech?
Byłam w tych wszystkich krainach, przeżyłam już to wszytsko, o czym czyta się w powieściach, ale nic nie jest tak zaskakujące jak te pięć liter znaczących dokładnie życie.
Biję się z myślami, wymyślam wciąż powody takiej czy innej dziwności by utrzymać sie na powierzchni, by kawałki mojej fizjonomi nie rozpadły się od kruchości zbiegów okoliczności. Wypisuję powody, które zmuszają do pójścia na przód, do dotarcia do spełnienia.
Oszukuję samą siebie, myśląc, że tak należy. Udaję, że znam wszechświat na pamięć i dlatego bezkarnie mogę oddawać się jego karaoke. Ale tak nie jest. Zycie w rzeczywistosci wyglada inaczej niz w snach. Nie obudzisz sie, gdy sie boisz. Nie spadniesz z lozka, tylko gruchniesz w to drzewo nieszczescia samochodem fortuny.
I co? kupilam wate cukrowa, choc za nia nie przepadalam, ale przeciez trzeba cos jesc.. | | (0) shit me |
| 02.05.08 :: 01:05 | Nowa przestrzen rozposciera przed Toba nowe granice. Wchodzisz w nieznane rejony wyobrazni lub nie wyobrazni. Uciekasz przed zyciem i rzeczywistoscia, ktore wygladaja jak wygladaja. powielasz stare schematy. schematy sprzed lat, kiedy chodziles w znane ci miejsca, spotykales znajomych nieznajomych..
teraz zdarza ci sie napatoczyc na pustke i na szczescie, ktore daje dupy. przechadzasz sie ulicami wspomnien i orientujesz ile rzeczy w zyciu zawaliles. spostrzegasz, ze postapiles wbrew sobie, ze bezwolnie oddales sie karaoke wszechswiata, bo sprawilo ci to chwilowa radosc. zagubiles sie w gonitwie do przeznaczenia, dokonales zlych wyborow, teraz musisz juz isc sam. beze mnie. bo ja nie znam sposobu na samotnosc. ale jesli kiedykolwiek bedziesz znal odpowiedz, to daj znac, bo nie zaszkodziloby wiedziec..
zycie ma swoje ukryte cele, a ja podazam przeznaczeniem, nabijajac sobie guza o rzeczywistosc, potykajac sie o fantazje, obrywajac marzeniami ide przed siebie, by odnalezc moje ja.
w tych dazeniach potwornie tesknie, serce me tonie w smutkach, a szczescie wypada z kieszeni w autobusie. marzenia tona w wisle, a troski plyna do spelnienia.
ale gdyby milosc byla tylko lukrowana mniej byloby poetow, a wiecej cukiernikow. | | (1) shit me |
| 28.04.08 :: 00:19 | 
Poznałem niedawno człowieka, który miał to niebywałe szczęście, wyjść z domu i już nie wrócić.
Wiadomości pokazywały kiedyś jego zdjęcia. I był taki program ktokolwiek widział. Nie uważając się za kogokolwiek nie zadzwoniłem na numer podany na dole ekranu, ani nie podzieliłem się informacją z rodziną, przyjaciółmi, czy policją. Człowiek, który wyszedł z domu i zaginął. Ile jest takich przypadków. Każdy na pewno słyszał jeden, czy drugi mit miejski o zaginięciach, tajemniczych porwaniach i, Bogu winnych, kosmitach. Wsadźmy je na półki koło tej dziewczyny, która miała wysypkę po kontakcie ze zmarłymi, chociaż obcowała tylko z jakimś chłopakiem, który później okazał się nekrofilem. Ulokujmy „wyszedł i zaginął”obok „czarnej wołgi” i „zmutowanych szczurów kanalizacji”.
Człowiek, który wyszedł i nie wrócił to inna historia. Zostawmy w tyle płaczącą matkę i ojca. Odrzućmy brata, który go nigdy nie lubił ale teraz odczuwa tę stratę. Na koniec odwalmy się wreszcie od najlepszej przyjaciółki, która go widziała po raz ostatni, kiedy wychodził. Proponował jej spacer, lecz bolała ją głowa. O głowo! Czy twoje bóle muszę nas skazywać na tak częste mówienie „nie”?
-Idę kupić fajki, chcesz się przejść?- zapytał podobno.
-Nie, boli mnie głowa.- odparła równie prawdopodobnie.
Jednak to także wetknąć można między bajki.
Człowiek, który wyszedł i nie wrócił, pewnego wieczora wychodzi. Na spacer. Księżyc schował się za chmurami, albo jest w nowiu, ulice są puste, a może bardziej pełne pomysłów. Na łeb na szyje pada podejście do życia. Człowiek ów lokuje pieniądze w jednym z licznych automatów z papierosami, czary mary, wyskakuje paczka. Niezgłębiona tajemna siła technologii przyczynia się do nałogu. Zapala. Cisza naokoło jest jakby nieznośna i pociągająca. Jak to noc. Pachnie ciemnością i przelewa się zgrzytem zębów. Idzie wzdłuż drogi, którą chodzi tak często. Codzienna trasa, jak co dzień, nil novi, sine superflua. Podąża w myślach, tą samą trasą. Raz skręca w lewo, to w prawo, potem znowu w lewo, jest ciągle w tym samym punkcie. Bezczynność jego spaceru zmusza go do jakiś nowych osiągnięć. Idzie gdzie indziej. Zstępuje na łuk brwiowy i dalej nosem aż do ust. Odstępuje od idei i zbacza z drogi rzeczywistości.
Nie wiedząc dokładnie jak, dochodzi do świata mniej realnego, mniej wyzutego i mniej światowego.
-Witaj.- mówię ja, bo wypada, lecz on, na złość, mi nie odpowiada.
Nie odpowiada mi jego wygląd człowieczy, aż do szpiku kości. Naturalny jest i piękny, a tu trafia tylko przypadek i niekonieczność. Rozgląda się po szufladach tego świata. Postanawia tu zamieszkać i nie wracać. Rozgaszcza się i panoszy. A to przecież moje połaci są myśli! Moje miały być bezkresne pola fantazji.
Siada na skwerku snu i coś mówi pod nosem. Gada tak lat może z dwieście, lecz znudzony nareszcie wstaje i zamyka okna na rzeczywistość, bo, jak twierdzi, jest zimno. Pozostaje w swoim zwykłym stanie cudownym i zjada banana.
Człowiek, który wyszedł i nie wrócił. Pisali o nim w Fakcie i w Dzienniku, potem jeszcze we Wprost i Newsweeku. Ktoś wspomniał o nim nawet w The Timesie, a zagościć tam jako informacja, to już duże wyróżnienie. Ale mówili, że nie wiadomo co z nim się stało- a to nie do końca prawda. Pisali, że pewnie nie żyje- a to już kłamstwo. A on po prostu stał się niedorzeczny i nie wchodził więcej do rzek. Czas się mu przesiąkł przez palce i z powodu braku czasu, już nawet ja go nie widywałem. Człowiek, który wyszedł i nie wrócił, zamieszkał w marzeniach i niczym go stamtąd nie wypędziłem. Rozprawię się z nim, kiedy nadejdzie remanent. | | (0) shit me |
| 11.04.08 :: 23:01 | 
ostatnio jestem epicki..
-Czegokolwiek bym nie chciał, będzie i tak we mnie. Non! Rien de rien. Non! Je ne regrette rien.
Ni le bien qu'on m'a fait, ni le mal tout ça m'est bien égal! Śpiewa dalej sama dusza ustami polerowanej pudernicy. Budzą się wspomnienia. Tam gdzie kiedyś pływano po morzu westchnień, teraz spotykają się ludzie, którzy, jak słyszałam, tworzą nowe stowarzyszenia mające na celu destrukcje wszelkich ideałów i zagrażają fantazji! Ja się tam nie mieszam, bo właśnie szukam autora, który znałby Przyszłość na pamięć tak jak ty. Żegnaj, lepiej, że nigdy nie byliśmy tak na prawdę razem. Te nasze półroczne przerwy wzmocniły bezsens.
-Żegnaj więc, życzę ci miłości.- wzdycha na to jeszcze Marcin. Całe życie otaczać się pięknymi ludźmi, jak meblami. Zacząć wierzyć we wróżki. Niejedna chciała być sławna, ale przecież nikt już nie wierzy we wróżki. Kawa się wysączyła z filiżanek. On zamówił następną, co do niej to campari z pomarańczą. Opowiedzmy jeszcze raz o chłopaku, który żył na plaży. Spędzał tam cały czas. Potrafił dużo. Fale go raczej mijały. Słońce piekło inaczej. A najzabawniej odpowiadał na skrzek mew. Lecz wtedy nastało lato miłości. Występowaliśmy w nim, kiedy jeszcze nie wszystko było jasne. Co prawda już lepsze, ale póki co, nie naj. Wyjaśniły się sprawy związane ze spełnianiem marzeń. Szczęście pokazało drugie lico. Te mary nasze były tak obok, gotowe i przyprawione do jedzenia. Ale to była tylko fantazja. I przyszło spędzać noc z powiek z ludźmi mającymi miłość w oczach, którzy śpią noga w nogę, ręka w rękę, łza w łzę. Tacy sami w snach i marzeniach. Palec muskający policzek, lekkie nieporozumienie, bo to własny palec. Znowu samotność bierze górę w ciastkowo-różowym mniemaniu, który przestał być w ogóle zabawny. Znowu oczy, nos, ręce, usta. Ustawicznie głaszczą włosy na bakier. Brakuje chwil przejrzystych w łyżce syropu malinowego.
Marcin patrzy na dźwięk huśtawki na wietrze, albo skrobania dna emaliowanego garnka z przypalonym makaronem. Nadjeżdża kolejne metro. Do tego też nie wsiądzie. Nie chce widzieć Svena. Wychodzi ze stacji chwiejnym krokiem. Łapie go ktoś pod rękę i mówi:
-Dziś nie było tych samych ulic, mimo że wyglądały podobnie. Pani na wykastrowanym ogierze powstrzymywała się od galopu w fantazję. Ktoś zwodził ludzi mostem zwodzonym. Zawiodłeś sam siebie. | | (0) shit me |
| 29.02.08 :: 20:08 | najlepszy przyjaciel człowieka
ciasto czekoladowe

pokój stał się ciężki
pani bez stanika
chłopiec z głosem myszki Miki
i te niekończące się rozmowy telefoniczne
pytałem dużo ludzi co sądzą o
ale wieczność im nie pozwala
wypowiadać na głos krwi
a serca nie wykręcają już numeru do domu
Wszyscy tacy królikozębni i długousi
skaczą w przepaść za marchewką
i futerka im się filcują
gdy na nich chucham pieszczotliwie | | (0) shit me |
| 08.02.08 :: 23:42 | kiedy bucusie się spotykają
każdy ma swój własny świat
ale to, że są razem
sprawia, że każdy z tych światów staje się jednym
wspólnym
szkoda nocy, szkoda dnia
noc jest taka krótka
tam gdzie wódka tam i ja
a gdzie ja tam wódka
 | | (1) shit me |
| 18.01.08 :: 23:50 | a jakby się komuś nudziło.. niech czyta
kliknij sobie tutaj na dole..
gdzieś tu z nami
a poza tym uważam za słuszne stwierdzić, że jest dziś dzień dziecka i
nie myliśmy przez cały dzień
popadliśmy w kult żarcia po wizycie w lidlu
i tak,
na śniadanie były bułki z masłem ziołowym i rybkami z puszki. och.
a teraz na obiad nadszedł czas na cisto czekoladowe..
jeżeli komuś przyszłoby do głowy je zrobić to przepis zamieszczam:
CIASTO CZEKOLADOWE BEZ MĄKI
rozpuścić w mikrofalówce 250g ciemnej czekolady (u nas zjebała się mikrofalka więc rozpuściłem na parze), do gorącej masy dodać 125g masła, zostawić do ostygnięcia.
W tym czasie ubić piane z 4 bialek i z 6-7 łyżek cukru (cukier dodać dopiero gdy same białka sie ubiją). Piana ma być lśniąca i sprężysta.
4 żółtka + 2 całe jajka mieszamy z ok.5 łyżek cukru- trzepaczką lub drewnianą łyżką. Dodać skórkę otartą z 1 pomarańczy.
Do masy żółtkowej dodać czekoladę z masłem i wymieszać, potem dodać łyżkę ubitych białek i energicznie wymieszać, a potem resztę piany i delikatnie mieszać nabierając powietrze. Wlać do niewysmarowanej tortownicy, na której dnie wyłożono pergamin (tortownicy też nie mamy więc masę wlałem do zwykłej szklanej brytfanny wyłożonej pergaminem). Piec 35-40 min. w temp. 180 st.C. Ciasto po wyjęciu opada, ale taki już jego urok (gówno prawda.. nam nie opadło.. albo po prostu jesteśmy tacy genialni ;] )
| | (1) shit me |
| 14.01.08 :: 20:10 | kompletna załamka..
wobec tego trochę italo disco
kochamy raffaellę carrę!
kochamy świat!
pozytywnie ma być!
| | (0) shit me |
| 10.01.08 :: 00:41 | Poniewieram się w sobie a noc taka jasna jest i chmury i dzwony.
I jakieś łzy też są, skromne ale zawsze.
Flashback shortbusu, leitmotiv serca.
A wszystko staje na głowie kiedy zła królowa w pokoju numer 6 z dobrym smokiem, jak tym z neverending story i jeszcze kartonowe sydney.
A tak właściwie to co ja jeszcze robię? I czego mi brakuje?
SwissNavy Silicone Lubricant
Sea lion women
Za żadne pieniądze nie odzyskasz tamtej miłości
 | | (0) shit me |
|
|
past 2008 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 2005 2004
wstążki
*the perry bible fellowship sławna za życia B. *anóla *ma jedną nóżkę bardziej *ciepłe kluchy pomarańczowe *DRIM TIM *acocidotego? *młodsza wersja siostry *flickrujemy! *musisz to pokochać *słownik
power
#own
pics power
#shack
|
|